piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 1

     Wracając ze szkoły, po męczących siedmiu godzinach lekcji, jedyne czego pragnęłam to jak najszybciej znaleźć się w łóżku, z kubkiem gorącej herbaty. Gdy przekraczam próg domu, staję się kompletnie inną osobą niż w miejscu publicznym. W szkole mogę się śmiać, żartować i być pełna luzu, natomiast w gronie rodziny, zamykam się w sobie, całymi dniami piszę z przyjaciółmi na facebooku i jak najmniej czasu spędzam z mamą. Jedynie mogę porozmawiać z bratem ale to często kończy się kłótniami i tym, że mama obwinia mnie o wszystko co zrobił on. 
- Wróciłam! - krzyknęłam wycierając podeszwy o wycieraczkę. 
- To bardzo dobrze. Wychodzę z małą do lekarza, bo dostała niezłej wysypki. - powiedziała mama biorąc do ręki torebkę - O czwartej przychodzi Matt, nałóż mu obiad na talerz i dopilnuj żeby zrobił lekcje. Lecę, pa. 
- No...cześć. - mruknęłam. I kolejny raz w tym tygodniu zostałam sama w domu. Każda nastolatka zaprosiłaby wtedy swojego chłopaka na oglądanie filmu. Ja będę czytała kolejną bezsensowną książkę romantyczną. Przed państwem Życie według singla autor Elizabeth Blake. Ostatni raz byłam w związku trzy lata temu, niestety skończyło się to wielkim niesmakiem z obydwóch stron. Siedzieliśmy wtedy w mojej sypialni i snuliśmy plany na wspólną przyszłość. Nagle zadzwonił mój telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Luke'a Hemmings'a. Wtedy Mike kazał mi wybierać: albo on albo Luke, cóż... czasami za nim tęsknie. 
       Po chwili poczułam delikatne wibrowanie mojego telefonu. Przesunęłam palcem po ekranie, aby odblokować komórkę.
Nieznany: Przynieść Ci te podpaski czy dałaś już sobie radę?
Ja: Nie sądzę aby powinny Cię interesować sprawy mojego okresu xx
Nieznany: Martwię się o Ciebie. Dzwonić po ginekologa? Na porodówkę?
Ja: Chyba nie uważałeś zbytnio na lekcjach biologii :) Btw jestem Elizabeth.
Nieznany: Miło, Harry. Nie, że coś ale...rodzice Cię nie kochają, w końcu takie imię?
Ja: Ha! W końcu ktoś zrozumiał mój ból. Niestety mama nie miała pomysłu na imię i nazwała mnie jak jej położna, która przygotowywała ją do porodu. Urocza historyjka, nieprawdaż? 
Harry: Masz taką kochającą matkę... ino brać <3 Ma męża?
Ja: Można tak to nazwać. Tak wgl mam nadzieję, że nie jesteś jakimś pedofilem z dziećmi przywiązanymi do łóżka.
Harry: Wtf co ty za filmy oglądasz? Nie bój się... nie zgwałcę Cię. MOŻE.
Ja: Ughuhu powiało chłodem ;)
Harry: :( Myślałem, że jestem gorący jak Lay'sy z pieca :*
Ja:  Aha.
Harry: Twoja obojętność mnie boli.

    Odłożyłam komórkę na szafę, kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał czwartą trzydzieści. Poszłam na korytarz i oparłam się o ścianę, patrząc jak mój młodszy brat zdejmuję z siebie bluzę.
- Gdzie szwędałeś się pół godziny? - spytałam.
- Na dziwki, kurwa. - burknął. 
- Dziecko, odpowiadaj normalnie. Nie jestem mamą, która na wszystko ci pozwala. 
- Czy ja cię tak przesłuchuję?! Spierdalaj. 
- Co przeklinasz? Ja się spokojnie do ciebie odzywam a ty z pyskiem lecisz. 
- Zamknij się. Będę się odzywał jak chciał.
- Gówniarzu, nie jestem twoją koleżanką z klasy, więc jeżeli jeszcze raz tak się do mnie odezwiesz to... - Podszedł do mnie i uśmiechnął się ironicznie.
- To co? Powiesz mamie? Wiesz jakie mama ma stosunki do naszej dwójki. Gdyby nie my, Jared pewnie nie wyprowadziłby się od nas. Ja wiem, że ty nie chcesz tu mieszkać i chcesz się jak najszybciej wyrwać, z tych czterech ścian. Jednakże to ci się nie uda za szybko. Będziesz musiała opiekować się dzieciokiem, nie będziesz wychodziła na żadne imprezy, żadnego chłopaka. Nic. Więc radzę ci zamilknąć i zachowywać się tak jak ja. A teraz mnie przepuść, bo jestem głodny.
       Przez całe dwadzieścia minut, które zajęło Mattowi spożycie zupy pomidorowej i naleśników zastanawiałam się nad jego słowami. Jak piętnastolatek może tak myśleć? Czy on coś ćpał? Moje przemyślenia przerwała mama, która wparowała do kuchni z Maddie na rękach i siatką. Zaczęła wkładać różnego typu tabletki, syropy i proszki do szuflady, gdzie trzyma lekarstwa na każdą chorobę. 
- Byłam u pana Cox'a, który przypisał mi jakieś badziewia, które i tak nie pomogą. Okazało się, że nasz aniołek ma ospę wietrzną! Nie możliwe. Pewnie bawiła się z jakimiś obcymi dziećmi. Dobrze, że nic się nie stało naszej księżniczce, bo chyba bym nie przeżyła. Załamałabym się nerwowo. Naprawdę. - odparła. Pokręciłam jedynie głową i ruszyłam w stronę mojego pokoju. Usiadłam na fotelu stojącym przy ścianie obok okna, z którego mam doskonały widok na pobliski plac zabaw, na którym bawiły się małe dzieci.

Ja: Przepraszam... Wybacz.
Harry: Udam, że ten incydent nie miał miejsca w naszym życiu.
Ja: Dziękuję hojny człowieku!
Harry: Pfff... bo się zarumienię :D Gramy w dwadzieścia pytań?
Ja: OMG! Normalnie jak w jakimś fanfiction: ona przez przypadek napiszę wiadomość do niego, poznają się, grają w dwadzieścia pytań, zakochują się, okazuję się, że chodzą ze sobą do szkoły, później drama time i szczęśliwe zakończenie. LOL.
Harry: Ginekolog? Porodówka? 



czwartek, 9 lipca 2015

Prolog.

       Wtorkowe popołudnie. Siedziałam w czwartej ławce w pierwszym rzędzie i starałam się uważnie notować każde słowo, które wypowiedziała nauczycielka matematyki. Co jakiś czas spoglądałam w kierunku uchylonego okna, przez które miałam doskonały widok na grupę chłopaków z 3b, grających w piłkę nożną. Utkwiłam wzrok w umięśnionych ramionach jednego z uczniów, który z usiłowaniem próbował powstrzymać przeciwnika przed strzałem w bramkę. Jego rozwiane przez wiatr, blond włosy cudownie błyszczały w blasku czerwcowego słońca. Starał się, poprawiać fryzurę za każdym razem kiedy przeciwna drużyna oddalała się od niego. Gdyby tylko wiedział jak idealnie wygląda jego grzywka w takim stanie, na pewno zaprzestałby częstego układania.                          
       Oparłam głowę na swojej ręce i głęboko westchnęłam. Dlaczego nie mogę być szczupłą blondynką, z dużym biustem i niewielkim ilorazem inteligencji? Chłopcy i tak nie zwracają uwagi na wiedzę tylko na wielkość piersi i tyłka. Wiele razy przyłapywałam siebie na poszukiwaniu w przeglądarce upodobań mężczyzn. Chłopacy nie lubią gdy dziewczyny... najpierw musieliby zacząć lubić mnie, abym mogła, przejść na wyższy poziom gry wstępnej. Dlaczego kobiety muszą zakochiwać się w facetach, a nie w jedzeniu? Przecież pączek nie zostawi, nie zrani, nie powie, że jesteś gruba, będzie przy tobie zawsze, kiedy tylko go zapragniesz. Po za tym, im nigdy nie dogodzisz! Kiedy nie używamy makijażu jesteśmy Gównianym Pasztetem, a gdy mamy lekki make-up nazywają nas Tapeciarami. Gdzie tu jest sens?
       - Panno Blake, może zaszczycisz nas swoją obecnością - powiedziała pani Evans, opierając się o moją ławkę - Do wakacji aby trzy dni ale to nie powód, żeby żyć z głową w chmurach. Proszę rozwiązać zadanie, które właśnie robili twoi aktywnie uczestniczący koledzy. Wzięłam do ręki podręcznik i szłam w stronę tablicy, próbując nawiązać kontakt wzrokowy z Alex'em. Niestety głośne chrząkanie i kaszlenie nie odwróciło jego uwagi, od siedzącej obok Khole.
     Podkochiwał się w niej od czternastu dni, co było dla niego nowym rekordem, bo zazwyczaj po czterej dniach zdążył rozkochać, przelecieć i zostawić. Znałam jego każdą historię łóżkową, od początku do końca, ze wszystkimi szczegółami, na początku byłam skrępowana i obrzydzona ale zaczęłam się przyzwyczajać. Wzięłam do ręki czarny pisak leżący na biurku nauczycielki i przepisałam pierwsze dwie liczby. Kiedy miałam zacząć zadanie, usłyszeliśmy dzwonek ogłaszający przerwę. Z uśmiechem na twarzy podążyłam na swoje miejsce i z ironią podałam kobiecie długopis. Wzięłam z miejsca swój plecak i przybory, po czym podbiegłam do przyjaciół.  
    - Miałaś największego farta ever. Niech ta stara jędza nie myśli, że może pomiatać wszystkimi. - zaśmiała się Mia, odkładając torbę na krzesło.
     - Pfff... Kaczka nie powinna was już w ogóle obchodzić. To była ostatnia lekcja z tą babą, więc przestańcie o niej nawijać. Lepiej pogadajmy o nieziemskim wyglądzie Khole. Widziałyście te szorty? Gdybyście takie nosiły, na stówę byłybyście głównym tematem w naszej szatni. - odparł Alex. Jakby ci idioci nie znali wszystkich moich sekretów, pożegnałabym ich środkowym palcem. Wysłuchiwanie o seksownych pośladkach cheerleaderek i niesamowitym głosie Shawn'a Mendes'a jest cholernie męczące. Dlaczego nie porozmawiamy o fanfiction lub o follow spree Calum'a Hood'a?! To są o wiele ciekawsze tematy niż te wymienione powyżej.
     - Zaraz wracam, idę do toalety. Nie musicie się martwić, że porwali mnie kosmici - Kiedy trzy lata temu ja, Al i Mia byliśmy w McDonaldzie, poszłam do łazienki i wtedy, moi kochani przyjaciele przewrócili cały teren dookoła, a kiedy ostatecznie nie mogli mnie znaleźć stwierdzili, że kosmici wzięli mnie na swoją planetę.
      Weszłam do pierwszej kabiny przy drzwiach, po czym zakluczyłam drzwi. Kiedy zsunęłam bieliznę zobaczyłam kilka czerwonych kropek na majtkach. Cholera. Wyciągnęłam telefon i wybierając numer do Mii zaczęłam pisać sms'a. 

Ja: Mia przynieś mi podpaski ze swojej torby, bo dostałam okres.
Mia: Nie mam potrzeby noszenia podpasek ze sobą. I nie mam na imię Mia.
Ja: Och sorki, zły numer.
Mia: :)