czwartek, 9 lipca 2015

Prolog.

       Wtorkowe popołudnie. Siedziałam w czwartej ławce w pierwszym rzędzie i starałam się uważnie notować każde słowo, które wypowiedziała nauczycielka matematyki. Co jakiś czas spoglądałam w kierunku uchylonego okna, przez które miałam doskonały widok na grupę chłopaków z 3b, grających w piłkę nożną. Utkwiłam wzrok w umięśnionych ramionach jednego z uczniów, który z usiłowaniem próbował powstrzymać przeciwnika przed strzałem w bramkę. Jego rozwiane przez wiatr, blond włosy cudownie błyszczały w blasku czerwcowego słońca. Starał się, poprawiać fryzurę za każdym razem kiedy przeciwna drużyna oddalała się od niego. Gdyby tylko wiedział jak idealnie wygląda jego grzywka w takim stanie, na pewno zaprzestałby częstego układania.                          
       Oparłam głowę na swojej ręce i głęboko westchnęłam. Dlaczego nie mogę być szczupłą blondynką, z dużym biustem i niewielkim ilorazem inteligencji? Chłopcy i tak nie zwracają uwagi na wiedzę tylko na wielkość piersi i tyłka. Wiele razy przyłapywałam siebie na poszukiwaniu w przeglądarce upodobań mężczyzn. Chłopacy nie lubią gdy dziewczyny... najpierw musieliby zacząć lubić mnie, abym mogła, przejść na wyższy poziom gry wstępnej. Dlaczego kobiety muszą zakochiwać się w facetach, a nie w jedzeniu? Przecież pączek nie zostawi, nie zrani, nie powie, że jesteś gruba, będzie przy tobie zawsze, kiedy tylko go zapragniesz. Po za tym, im nigdy nie dogodzisz! Kiedy nie używamy makijażu jesteśmy Gównianym Pasztetem, a gdy mamy lekki make-up nazywają nas Tapeciarami. Gdzie tu jest sens?
       - Panno Blake, może zaszczycisz nas swoją obecnością - powiedziała pani Evans, opierając się o moją ławkę - Do wakacji aby trzy dni ale to nie powód, żeby żyć z głową w chmurach. Proszę rozwiązać zadanie, które właśnie robili twoi aktywnie uczestniczący koledzy. Wzięłam do ręki podręcznik i szłam w stronę tablicy, próbując nawiązać kontakt wzrokowy z Alex'em. Niestety głośne chrząkanie i kaszlenie nie odwróciło jego uwagi, od siedzącej obok Khole.
     Podkochiwał się w niej od czternastu dni, co było dla niego nowym rekordem, bo zazwyczaj po czterej dniach zdążył rozkochać, przelecieć i zostawić. Znałam jego każdą historię łóżkową, od początku do końca, ze wszystkimi szczegółami, na początku byłam skrępowana i obrzydzona ale zaczęłam się przyzwyczajać. Wzięłam do ręki czarny pisak leżący na biurku nauczycielki i przepisałam pierwsze dwie liczby. Kiedy miałam zacząć zadanie, usłyszeliśmy dzwonek ogłaszający przerwę. Z uśmiechem na twarzy podążyłam na swoje miejsce i z ironią podałam kobiecie długopis. Wzięłam z miejsca swój plecak i przybory, po czym podbiegłam do przyjaciół.  
    - Miałaś największego farta ever. Niech ta stara jędza nie myśli, że może pomiatać wszystkimi. - zaśmiała się Mia, odkładając torbę na krzesło.
     - Pfff... Kaczka nie powinna was już w ogóle obchodzić. To była ostatnia lekcja z tą babą, więc przestańcie o niej nawijać. Lepiej pogadajmy o nieziemskim wyglądzie Khole. Widziałyście te szorty? Gdybyście takie nosiły, na stówę byłybyście głównym tematem w naszej szatni. - odparł Alex. Jakby ci idioci nie znali wszystkich moich sekretów, pożegnałabym ich środkowym palcem. Wysłuchiwanie o seksownych pośladkach cheerleaderek i niesamowitym głosie Shawn'a Mendes'a jest cholernie męczące. Dlaczego nie porozmawiamy o fanfiction lub o follow spree Calum'a Hood'a?! To są o wiele ciekawsze tematy niż te wymienione powyżej.
     - Zaraz wracam, idę do toalety. Nie musicie się martwić, że porwali mnie kosmici - Kiedy trzy lata temu ja, Al i Mia byliśmy w McDonaldzie, poszłam do łazienki i wtedy, moi kochani przyjaciele przewrócili cały teren dookoła, a kiedy ostatecznie nie mogli mnie znaleźć stwierdzili, że kosmici wzięli mnie na swoją planetę.
      Weszłam do pierwszej kabiny przy drzwiach, po czym zakluczyłam drzwi. Kiedy zsunęłam bieliznę zobaczyłam kilka czerwonych kropek na majtkach. Cholera. Wyciągnęłam telefon i wybierając numer do Mii zaczęłam pisać sms'a. 

Ja: Mia przynieś mi podpaski ze swojej torby, bo dostałam okres.
Mia: Nie mam potrzeby noszenia podpasek ze sobą. I nie mam na imię Mia.
Ja: Och sorki, zły numer.
Mia: :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz